xenia

Twoje wszystkie odpowiedzi na forum

Oglądasz 1 wpis (wszystkich: 4)
  • Autor
    Wpisy
  • #1890
    xenia
    Uczestnik

    Fajne badanie. Wypełniłam. Ciekawi mnie jak to się zacznie formować przy większej ilości odpowiedzi 🙂

    #1724
    xenia
    Uczestnik

    Jula, narcyz robi pranie mózgu i znęca się nad nami w wyjątkowo wyrafinowany sposób. Śmiem podejrzewać, że rodzaj wyczerpania psycho-somatycznego takim cyklem generuje traume podobną do tych jakie spotkasz u weteranów wojennych. To co przeżyłam ja, porównałabym do codziennego umierania za życia. Brak zainteresowania światem zewnętrznym, jedzeniem (gwałtowne chudnięcie), nienawiść nawet do radosnych ptaków śpiewających za oknem… Ale najgorsze jest to, że pomimo przejścia przez taki stan, przetrwania najgorszego, nadal nie potrafiłam spławić narcyza kiedy wracał. Zapędzał mnie do czarnej dziury, gdzie czujesz tylko pustkę, ale pewnego dnia znowu się z tego wydostajesz, wzmacniasz, wybaczasz i dajesz nabrać, kiedy widzisz jego łzy. A okazuje się, ze to tylko gra aktorska. Narcyz potrafi po takich powrotach znowu być wzorowym partnerem, układnym, opiekuńczym nawet przez chwilę. Oj jak on się potrafi starać! Szkoda, że nie permanentnie, szkoda ze wszystko to, to tylko jakieś chore, nietrwałe cykle jego zaburzonej głowy. Ja nie mam żadnych sprawdzonych patentów, bo większość jest tak krucha, że zaraz się rozpływa w powietrzu z powodu rożnych impulsów zaburzających równowagę psychiczną. Moja taktyka to desperackie chwytanie się brzytwy, byle czego, żeby nie utonąć. Czasem mnie najdzie na ćwiczenia fizyczne, bieganie, czasem jakieś twórcze zajęcia, czasem nie wytrzymuje i wsiadam w auto i jadę gdzieś głośno słuchając muzyki. Wkurzam się, że to wszystko jest takie nietrwałe i niekonsekwentne, lecz i tak okazuje się, że nawet to pomaga przeżyć. Ale najbardziej mi przykro, że tak pozrywałam kontakty, że teraz nawet nie umiem prosić ludzi o pomoc, przyznać się przed nimi w czym tkwiłam i tkwię. Poczucie osamotnienia jest bardzo dotkliwe, do tego dodaj nieufność, a już masz przepis na zwariowanie…

    #1722
    xenia
    Uczestnik

    heh, nie całkiem. po prostu staram się podchodzić do tego obiektywnie i dostrzegam niesprawiedliwość. Mój facet ma duży potencjał. To naprawdę zdolna i kreatywna osoba, oczytana, zaradna. problem w tym, że jako narcyz jest strasznie wygodnicki, leniwy, łatwo traci motywację, ponieważ przez większość życia nauczył się, że może dostawać / osiągać wszystko bez większego wysiłku. Nauczył się ustawiać sobie rzeczywistość i ludzi pod siebie, a skoro można łatwo i ktoś inny może zrobić za ciebie, to po co się trudzić. (Podobnie zresztą zaczynał traktować mnie w domu – służąca, która ogarnie zakupy, wymyśli co na obiad, ugotuje, upiecze. Fakt, że ja to po prostu lubię, ale kiedy się nie czuje docenionym i nie ma jakiejś wzajemności w tym wszystkim, zaczynasz widzieć się tylko jako dawca, to to wszystko przestaje sprawiać przyjemność). A wracając, myślę, że zawodowo stają się ofiarami tego własnego lenistwa i w pewnym momencie przestają się rozwijać, dlatego sądzę, że ich miejsca należą się wielu innym zdolnym i pracowitym ludziom. Tak się powinno dziać, choćby dla utarcia im nosa i przypomnienia, że jak się chce zajmować wysokie miejsce w hierarchii służbowej, to trzeba na to cały czas pracować, nie tylko na początku.

    #1718
    xenia
    Uczestnik

    hej Edeku, dzięki za odpowiedź. pewnie masz rację. Ja mam mieszane uczucia, ale pewnie to typowe dla zmanipulowanej osoby, że w sumie to już nie wie co myśleć w swoim skołowaniu i miota się od teorii do teorii. Pamiętam jak powiedział mi kiedyś przy innym rozstaniu, również argumentując, że odchodzi, bo mnie przed sobą ratuje: „Nie pozwól mi wrócić, gdybym kiedykolwiek próbował, choćbym nawet klęczał na wycieraczce, nie wpuszczaj mnie!”. Nadal nie wiem czy były to pseudo-męczeńskie teksty, czy rzeczywiście poważna przestroga płynąca z serca. Ale wtedy też nie posłuchałam… Osobom, które nigdy nie doświadczyły tego rodzaju relacji, może się to nawet wydawać śmieszne. Niczym w filmie, gdy bohater pozytywny jest uwięziony w ciele jakiegoś demona, który przejął nad nim kontrole. I kiedy demon ma słabszy moment, otwiera się pewne okno i bohaterowi udaje się czasowo przedostać i zawołać o pomoc, unaocznić swoją obecność. Narcyz chyba taki właśnie jest – demoniczna skorupa, spod której to bezbronne dziecko próbuje się wydostać. Wewnętrzna walka o władzę. I czasem da się to zauważyć i mnie osobiście zazwyczaj to powstrzymuje od przekreślenia tej relacji-świadomość, że gdzieś tam jest to skrzywdzone dziecko-prawdziwa twarz. Oczywiście pomijam trzecią twarz-tę wykreowaną na potrzeby publiczne -osobistość, autorytet, samozwańczy samiec alfa i władza nadana samemu sobie „z urzędu”, pupilek otoczenia. Tam, gdzie już zasieje ziarno, tam się zakorzenia, zagrzewa miejsce i pasożytuje do woli, a niczego nie podejrzewający dawcy, bez proszenia codziennie dokarmiają go pochlebstwami. Nie musi się wysilać by o to szczególnie zabiegać. Takie Eldorado stworzył sobie mój partner w pracy i to jest taki samograj, że od dawna nie trzeba się starać, być szczególnie ambitnym, bo i tak nie znajdzie się nikt na jego miejsce. I gra gitara, wszyscy się nabierają, aż żal (z drugiej strony jakżeby mieli się na nim poznać, kiedy on dba o nienaganną fasade, o to, by nie budować z ludźmi żadnych głębszych więzi). Można odcinać kupony do emy i od czasu do czasu zrobić mały obchód po firmie, żeby o sobie przypomnieć i roztoczyć swój blask, pozwolić łaskawie plebsowi ogrzać się w jego cieniu. i tu też dostrzegam taką społeczną niesprawiedliwość, że tylu prawdziwie pracowitych, zaangażowanych ludzi w korporacjach ma podcięte skrzydła, bo nigdy nie przebije się na miejsca takich bezproduktywnych narcyzów.

Oglądasz 1 wpis (wszystkich: 4)