Hej wszystkim, mój związek z narcyzem ostatecznie zakończyłam dwa miesiące temu. Schodziliśmy się i rozchodziliśmy 3 razy – za każdym razem wracał i prosił o powrót. Związek trwał jedynie niecałe pół roku, a mam wrażenie, że nie pamiętam swojego życia, które było przed.
On mnie dosłownie przetyrał psychicznie, zaczęło się sielankowo, a skończyło się na poniżaniu i wyzwiskach. Często powtarzał mi, że jestem nudna, średnia, zwykła,niewystarczająca i, że zostawi mnie gdy spotka kogos lepszego. Oczekiwał otwartego związku, porównywał mnie do influ wytykając moje najmniejsze wady. Ostatecznie zostałam zwyzywana od suk i dziwek gdy zerwałam z nim kontakt.
Od czasu zerwania jestem w ciągłej apati, pasja nie cieszy mnie tak jak wcześniej. Chce wierzyć że to tylko stan przejściowy, ale już brakuje mi siły na cokolwiek.
Jak wyjść z trybu przetrwania i w końcu zacząć żyć na nowo, macie jakieś porady?